STATUETKA TRANSATLANTYK

2026 | obiekt | aluminium | 26 x 12 x 9 cm

 Koncepcja statuetki Projekt statuetki opiera się na prostym znaku – sylwetce jaskółki widzianej z góry. Kształt został zaczerpnięty z materiałów graficznych konkursu i przekształcony z formy dwuwymiarowej w obiekt przestrzenny. Ten gest można odczytać jako analogię do procesu tłumaczenia: znak 2D zostaje przełożony na język formy trójwymiarowej, podobnie jak tekst literacki zostaje przeniesiony z jednego języka do drugiego. 

Forma Bryła statuetki jest uproszczona i czytelna. Obrys jaskółki został wyciągnięty w pionie, tworząc zwartą bryłę o wysokości 26 cm. Obiekt zaprojektowano jako przedmiot przeznaczony do trzymania w dłoni. Rozszerzający się ogon tworzy dwie wnęki na palce, dzięki którym statuetkę można wygodnie uchwycić. Alternatywnie można trzymać ją za przednią część bryły, tak aby dziób opierał się w środku dłoni. Statuetkę można również nosić w pozycji poziomej, zwróconą ku dołowi. 

Wzdłuż osi bryły znajduje się niewielki otwór umieszczony w miejscu oka jaskółki. Otwór działa jak luneta lub wizjer, pozwalając spojrzeć przez statuetkę i wykadrować fragment przestrzeni. Można go interpretować jako symbol patrzenia poza granice jednego języka i jednego kraju. 

Symbolika Jaskółka jest ptakiem wędrownym przemieszczającym się między kontynentami. W projekcie statuetki symbolizuje ruch literatury między językami i kulturami. Podobnie jak ptak pokonuje duże odległości, tak tłumacze, wydawcy i promotorzy literatury przenoszą książki oraz idee między krajami, umożliwiając ich obecność w nowych kontekstach kulturowych. 

Polerowana powierzchnia statuetki działa jak lustro, odbijając światło oraz fragmenty otoczenia. Można to odczytać jako odniesienie do procesu tłumaczenia – tekst zostaje odzwierciedlony w innym języku, zachowując sens, ale pojawiając się w nowym kontekście. 

Srebrny charakter materiału może również nawiązywać do powiedzenia „mowa jest złotem, a milczenie srebrem”, podkreślając skupioną i precyzyjną pracę tłumacza. 

Materiał Statuetka wykonana jest z aluminium – metalu lekkiego, trwałego i dobrze sprawdzającego się w obiektach przeznaczonych do trzymania w dłoni. Powierzchnia jest polerowana na wysoki połysk. 

Na powierzchni statuetki umieszczony zostanie grawer lub napis wykonany techniką laserową zawierający nazwę nagrody, znak organizatora oraz nazwisko laureata. 

Technika: aluminium, polerowanie, grawer / znakowanie laserowe 

girls to the front zine

Jedno z finałowych słów w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku 2022 najlepiej opisuje bohaterkę tego materiału — Slay. To słowo oznacza w bezpośrednim tłumaczeniu z angielskiego „zabić” i wcześniej było najczęściej używane w kontekście pokonywania przeciwników na polu walki. W ostatnich latach, dzięki Internetowi i popularyzacji słowa m. in. w społeczności LGBTQIA+, slay zyskało nieco inny kontekst. Teraz to w pewnym sensie nadal zabicie wrogów, ale tylko swoim stylem, pięknem i energią.

Dildolette to postać kreowana przez artystę wizualnego Damiania Reniszyna znanego jako Bisexual Top Boy, który jest wschodzącą gwiazdą polskiej sceny dragowej. Przez całą jego twórczość przechodzi idea walki z bifobią i zaprzeczanie normatywności cispłciowej w społeczeństwie — co bezpośrednio wpłynęło na to, jak wygląda zarówno na scenie, jak i online. W tym materiale Mateusz Jaskot porozmawiał z nim o fascynacji silnymy kobietami, historii powstania Dildolette i jej supermocach.

 

Jak odkryłeś w sobie Dildolette?

Proces odkrywania w sobie queerowej persony trwa odkąd pamiętam. Zaczęło się od tego, że zamiast bawić się samochodami jak pozostali chłopcy wolałem lalki. W zabawach z odgrywaniem ról zdecydowanie preferowałem być dziewczynką a mój ulubiony atrybut dzieciństwa to lusterko i przeglądanie się w nim jak gdybym próbował scalić obraz siebie z odbiciem, które widzę w lustrze i tym jak odbijam się w ocenach ludzi. 

Niestety idąc do szkoły zostałem naprostowany i wrzucony w męski konstrukt społeczny i wszystkie zasady nim rządzące. Również mój ojciec odegrał w tym dyskryminującej metodzie znaczącą rolę. Ponieważ jestem biseksualny to zawsze czułem się zawieszony gdzieś pomiędzy homo i hetero światem. Dildolette jest kimś kto scala te światy. Swój pierwszy makijaż zrobiłem 15 lat temu. Myślę, że pod wpływem występu niemieckiej drag queen Glorii Viagry, która na zaproszenie Katarzyny Kozyry przyjechała na wernisaż jej wystawy do mojego miasta. Dla młodego licealisty to było niesamowite przeżycie. Przypominało mi się to podczas spektaklu Orlando. Biografie w Teatrze Powszechnym, w którym ta sama artystka (Kozyra) tworzyła scenografię a mój serdeczny przyjaciel Lulla la Polaca grał jedną z głównych ról. Poczułem wtedy, że moje życie zatoczyło koło. Przeryczałem prawie całą sztukę. Poczułem się znowu przez chwilę jak u „siebie” – na końcu binarnego świata. Takie małe i duże rzeczy to właśnie odkrywanie w sobie Dildolette.

Czy twoja seksualność wpływa w jakiś sposób na to, jak performujesz swoją drag personę? Mówisz, że jej supermocą jest właśnie biseksualność.

Oczywiście! Dildolette jest ucieleśnieniem mojej seksualności. Piękna, seksowna, wyuzdana, ultrakobieca ale jednocześnie męska, przerysowana, dominująca….. Dildolette łączy w sobie nieoczywiste, binarne i z pozoru wykluczające się cechy. Jak można być jednocześnie kobiecym i męskim? W cispłciowym świecie jest to nierealne ale w mojej opowieści już tak. Dildolette powstała z potrzeby mówienia o mojej seksualności, To rodzaj coming outu i sprzeciwu wobec narzucania queerom heteronormatywności. Dildolette to performans, który pozwala mi na autentyczną ekspresję i manifestowanie tożsamości w wyszukanej formie.

Opowiedz więcej o tym, kim jest Dildolette. Skąd wziął się pomysł przedstawiania jej jako wojowniczki z innej planety?

Dildolette łączy moje zainteresowania, fascynacje i podniety. Jest trochę kolażem łączącym porno, komiks, superbohaterki i kiczowate filmy, w których główne role odgrywają silne kobiety. Jest coś dla mnie fascynującego w tym, że ciało kobiety może być jednocześnie męskie i ultra kobiece. Trochę hybryda, genderfuck, postać z innej planety. Nigdy nie interesowało mnie odtwarzanie kobiety 1:1. Raczej stworzenie czegoś pomiędzy płciami co wyłamuje się definicjom i temu do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Bardzo podoba mi się łączenie szpilek, mocnego makijażu, silikonowych cycków, brody i penisa w jednej postaci, czyli persony na granicy drag queen i faux kinga.

Bardzo odpowiada mi rola wojowniczki ponieważ mój drag jest formą aktywizmu podejmowanego w celu przeciwstawienia się rolom płciowym i ich stereotypom. Jest to też protest przeciwko bifobii i mizogini. Identyfikuję się z płcią przypisaną mi przy narodzinach, ale nie odpowiadają mi normy społeczne, które przypisuje mi społeczeństwo. Uważam, że zdecydowanie bardziej sexi od księżniczek są wojowniczki. W życiu prywatnym kręcą mnie też takie kobiety. Natomiast od wojowników bardziej kręcą mnie przegięci chłopcy.

Razem ze swoją partnerką tworzycie nietuzinkową parę. Niecodziennie spotyka się tak dopasowany duet pod kątem tego co robicie na scenie – drag i burleska. Jak się dopełniacie?

To my nie jesteśmy zwyczajną parą?

Dildolette i Red Juliette mają bardzo trudne charaktery, to silne i dominujące persony. Jak się pewnie domyślasz generuje to bardzo dużo różnych skrajnych emocji i napięć. Oczywiście w naszej relacji nie ma miejsca na dyskryminację i brak akceptacji. To jest super, że jesteśmy mega psiapsi i pożyczamy sobie sukienki, peruki, robię Redce makeup na jej show, po czym stajemy się kumplami z siłowni i przejeżdżamy w niedziele 25 km na rolkach. 

Mamy specyficzną relację, którą bardzo podkręca to, że jesteśmy neuroatypowi i oboje mamy ADHD. Potrzebujemy bardzo dużo dopaminy i na pewno bardzo nas przyciąga to, że nigdy się ze sobą nie nudzimy. 

Kiedy zobaczymy Dildolette na scenie? Podczas sesji padł pomysł Dildolette dominy – co myślisz o tym pomyśle? 

Haha takich i innych pomysłów dziennie jest przynajmniej kilka. Klęska urodzaju i brak czasu i konsekwencji żeby je realizować. Dildolette jako domina w sumie już powstała. Jest jedną z antagonistek komiksu o Dildolette, który tworzę i który mam nadzieję, że doczeka się niedługo swojej rysunkowej wersji. 

Wracając do sceny.. Dla mnie sceną jest mój dom, związek, ulica i przede wszystkim moja własna głowa. Tam performuję codziennie. Przez to, że mój wygląd, zachowanie i preferencje nie wpisują się w heteronormatywny wzorzec muszę dragować codzienną rzeczywistość żeby stała się dla mnie bardziej akceptująca. No wiesz to są takie codzienne sytuacje od robienia coming outów w pracy po momenty, kiedy muszę się mierzyć z dyskryminacją na ulicy ze względu na wygląd odstający od typowo męskiego.

Jako artysta wizualny czuje się w jakimś sensie spełniony realizując dragowe cykle fotograficzne. Ale to bardzo miłe, że tak wiele osób pisze do mnie z propozycją występu. Bardzo możliwe, że w przyszłym roku pojawię się na scenie. Stay tuned!